niedziela, 27 kwietnia 2014

KOHL - TAJEMNICA ZDROWEGO SPOJRZENIA.


Zawsze fascynowały mnie pozaeuropejskie kultury i wszystko, co z nimi związane. Poza wybiegającymi mocno w przyszłość planami wielkich podróży oraz próbami opanowania arabskiego i chińskiego, objawia się to u mnie fascynacją kosmetykami i produktami do pielęgnacji  stosowanymi przez arabskie i indyjskie kobiety. O tym,że kocham hennę miłością odwzajemnioną, już wiadomo. Dziś chciałabym się z Wami podzielić pewnym produktem, do którego udało mi się już przekonać Kasię i Agę.

Mimo, że  naturalnie jestem blondynką z jasną oprawą oczu, zawsze podobały mi sie mocniej podkreślone oczy, - moje pozostawione samym sobie, mimo że duże, giną w twarzy, dlatego ciągle szukałam czegoś, co pozwoli mi w naturalny sposób nadać im wyrazistości.

Nic dziwnego, że zainteresował mnie kohl. Kajal. Sekret spojrzenia arabskich kobiet. Kosmetyk podkreślający głębię spojrzenia, a przy tym spełniający nie tylko funkcję upiększającą, ale i pielęgnacyjną.
Skład kosmetyku bardzo zachęcający dla osób, które tak jak ja zwracają uwagę na to, co jest wewnątrz stosowanych przez nas produktów. Zwykle kohl to mieszanka wosku pszczelego, olejów i wosków roślinnych oraz ziół. W krajach arabskich używany nie tylko do podkreślania piękna spojrzenia, znane jest także jego działanie zdrowotne, koi oczy, zamyka naczynka krwionośne, wybielając gałkę oczną, orzeźwia, relaksuje,chroni przed słońcem,  ma tez duże znaczenie w ludowych wierzeniach, gdzie kajalowe rysunki traktowane są jako ochrona przed złymi urokami, które mogą zostać na nas rzucone. Pokochałam go do tego stopnia, że mam aż trzy wersje - w tubce, w żelu i w proszku.


Od razu zaznaczę, że nie jestem wielką specjalistą od makijażu. Co w sumie skłoniło mnie jeszcze bardziej do stosowania kohla. Kosmetyk, który można stosować wielorako, i sprawdzi się nawet u osób tak niewprawionych, jak ja - żeby nie być gołosłowną, przyznam, że rysowania kresek nauczyłam się, skończywszy 32 lata ;).  Pierwszą wersją kohla, jaką posiadałam, był sztyft. Sprawdzał się świetnie na linii wodnej, natomiast kiedy postanowiłam nauczyć się rysowania kresek, okazało się, że należy nabyć coś odpowiedniejszego. I tak zamówiłam kohl w tubce.



Opakowanie nie zachwyca jakością , ale już jego zawartość tak. Nakrętka tubki jest wyposażona w patyczek, którym nakładamy produkt. Kolor uzyskany - mocna czerń. Takim to mało profesjonalnym sprzętem nauczyłam się rysować jaskółki na powiekach :D


Później przyszła era pędzelków i kohla w żelu. Znalazłam tylko jedną wersję żelową tego produktu, zamawianą na ebay'u - kohl w żelu Blue Heaven.



Do nakładania żelowego kohla używam jednego z trzech skośnych, cieniutkich pędzelków - wybór jest uzależniony od tego, który z pędzelków jest akurat czysty :D


Obydwu wersji - tej w tubce i tej żelowej - używam głównie na zewnątrz powieki, malując mniejsze lub większe kreseczki. Ponieważ nie lubię przesadzonego makijażu, efekt, jaki uzyskuję, podoba mi się, nawet jeśli zdarzy mi się zapomnieć o tuszu do rzęs ;)


Ryssowanie kresek wymaga jednak odrobiny czasu, którą nie zawsze dysponujemy. W takim przypadku, jak również wtedy, gdy mamy za sobą ciężką noc, mało snu i nie chcemy, by nasze spojrzenie odzwierciedlało wewnetrzny stan zmęczenia, sięgam po kohl w proszku. 

Niepozorna szklana buteleczka, wielkości mniej więcej cala, kryje w sobie proszek, który potrafi momentalnie zmienić nasze spojrzenie. Do produktu jest dołączony szklany aplikator. Stosowanie? Banalne!

Koniec aplikatora zanurzamy w proszku, strzepujemy nadmiar i rysujemy kreskę na linii wodnej, przeciągając patyczek od zewnętrznego kącika oka do wewnętrznego, po czym zamykamy oko, jednocześnie wykonując gałką oczną ruchy w górę i dół, rozprowadzając w ten sposób proszek równomiernie. Jeśli odrobina pyłku dostanie nam się do oka, nie przejmujmy się - możemy poczuć lekkie swędzenie, a zaraz później przyjemne ochłodzenie i orzeźwienie całego oka - wspaniałe uczucie! 
Produkt wydaje się nie kolidować z soczewkami kontaktowymi - przynajmniej nie zauwazyłam żadnych negatywnych skutków łączenia jednego i drugiego ;)
Dopełnieniem rysunków kohlowych jest muśnięcie rzęs tuszem - i możemy wyjśc do ludzi!




Właściwie kohl to najczęściej używany przeze mnie kosmetyk kolorowy - razem z tuszem do rzęs i podkładem mineralnym.  Sprawdza się w każdej sytuacji, można nim bez problemu wykonać makijaż dzienny i wieczorowy (doskonały do smoky eyes), a przy tym jest nieszkodliwy dla oka. Jeden z wielu sekretów naturalnej pielęgnacji, stosowany od wieków przez kobiety Wschodu, który sprawdzi się doskonale w kosmetyczce współczesnej kobiety. Kobiety wschodnich kultur od wieków stosują naturalną pielęgnację, której tajniki coraz częściej zgłębiam, i naprawdę mi się podoba to, co odkrywam. Zapewne nie jestem jedyna - która z nas nie słyszała choćby o olejku arganowym? Niejedna z nas słyszała o jego cudownych właściwościach, wiele z nas go używało lub ma w planach. Olejki naturalne to świetny i przyjemny sposób dbania o urodę,  ale to już temat na osobny post ;) Tymczasem - podzielcie się własnymi trikami na makijaz oka. Stosujecie kohl? Znacie ten produkt?


2 komentarze:

  1. Nad zakupem kohl'a zastanawiam się już od pewnego czasu :) Twój post jednak ostatecznie mnie przekonał :)
    Myślę, że ten w proszku sprawdzi się idealnie przy moich wiecznie zaczerwienionych oczach, z popękanymi naczynkami...Oby, bo zakrapiania mam już dość :)
    A u Ciebie - pomimo delikatnej, porcelanowej urody ten "dodatek" ładnie współgra z całością i dodaje wyrazistości spojrzeniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, użytkuję już naprawdę długo, rok, i naprawdę warto :D

      Usuń