sobota, 24 listopada 2012

Paella

Pisałam, że nie mam talentu kulinarnego? Pisałam. No cóż, trochę się minęłam z prawdą - mam  owy talent, ale ujawniam go baaaardzo rzadko, bo nie chce mi się gotować :D Czasem jednak zbiorę się i przygotuję danie że "szczena opada" :D Do moich popisowych recept należy paella - uwielbiam ją do tego stopnia, że wychodzenie do restauracji za każdym razem, gdy mam na nią ochotę, byłoby równoznaczne z bankructwem, więc nauczyłam się ją przygotowywać sama. 
To tradycyjna hiszpańska potrawa, jednogarnkowa, a właściwie jednopatelniowa, pochodzi z Walencji. Wymaga nieco czasu, ale pracochłonna nie jest. A za to jaka pyszna!
No cóż, zabieramy się więc do pracy.

Będą nam potrzebne:


250 g małży "chirlas" - Chamelea gallina, polska nazwa wenus pasiasty
250 g małży "mejillones" - Mythilus galloprovincialis, polska nazwa omółki śródziemnomorskie
(od razu zaznaczam- podaję nazwę i po hiszpańsku, i po łacinie, i po polsku, przy czym tę ostatnią wygrzebałam w internecie, bo translator zarówno mejillones, jak i chirlas tłumaczył na małże ;)  )
250 g pierścieni  kalamarów
250 g krewetek średniej wielkości - najlepsze są świeże, ale mogą też być  mrożone- wtedy dodajemy je na samym końcu
4 pomidory
pół kilo ryżu o okrągłych ziarenkach
oliwa
przyprawa do paelli (ja kupuje gotową, ale można użyć samego szafranu)
białe wino (polecam Diamante! )

 Musimy dobrze wypłukać małże, te większe, omółki, trzeba oczyścić z "krzaczków", mocno je ciagnąc.



Następnie trzeba je ugotować - zaznaczę, że w sklepach można kupić już gotowe, ugotowane małże, wystarczy je wtedy wrzucić na patelnię , ja jednak preferuję świeże, paella ma wtedy całkiem inny smak . Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że w Polsce łatwiej dostępne będą zapewne już obgotowane i pakowane próżniowo.
Gotujemy małże w ok. litrze wody, można chlupnąć nieco wina białego, małże się wtedy lepiej otworzą.
 W międzyczasie zajmujemy się pomidorami. Należy je obrać ze skórki - mój sposób? Nacinam na krzyć, po czym obgotowuję je przez kilka sekund - skórka sama odchodzi :D


Następnie kroimy je w kostkę i wrzucamy na patelnię z rozgrzaną oliwą:

 Podczas, gdy pomidorki się delikatnie wysmażają na wolnym ogniu, sprawdzamy małże. Jeśli są otwarte, znaczy, że już czas je wyjąć. Wyjmujemy na cedzak, wodę zostawiając - będzie nam potem potrzebna.
Następnie wyjmujemy mięsko z muszelek na talerzyk.






 Zostawiamy nasze małże, i wracamy do pomidorków - jeśli są już dobrze wysmażone, czyli wyglądają tak:
wrzucamy do nich pierścienie kalamarów:
podsmażamy przez chwilę (no powinno sie kalamarów smażyć zbyt długo, bo zrobią się twarde),

dodajemy mięsko z małży:

oraz ryż (tu dodam, że te pół kilo wpisałam tak na oko, nigdy nie ważę, tylko odmierzam ryż kubeczkiem, dlaczego, napiszę niżej ;)  ):
Pozwalamy na chwilkę smażenia na wolnym ogniu, ryż przesiąknie  wtedy smakiem  owoców morza.
Teraz wykorzystujemy wodę, w której gotowały się małże. Przez sitko wlewamy wodę do kubeczka, którym odmierzaliśmy ryż- dlaczego mierzę kubeczkiem? Ano dlatego, że na jedną miarkę ryżu potrzebujemy dwie miarki wody, a kubkiem najłatwiej to zmierzyć (nigdy nie robię ryżu w woreczkach, zawsze gotuję ten luzem pakowany, i zawsze stosuję tę zasadę). No więc, odmierzamy jeden kubek rosołku z małży:

i zalewamy nim ryż na patelni.


Następnie odmierzamy drugi kubek rosołku, po czym rozpuszczamy w nim przyprawę do paelli:

i dolewamy do tego, co już mamy na patelni. Przyprawa nadaje potrawie charakterystyczną żółtą barwę:

Następnie dodajemy krewetki:

 Ustawiamy na mały ogień, możemy nieco posolić (ja osobiście paelli nie solę , to jedna z niewielu potraw, do której nie dodaję soli), i w międzyczasie dochodzenia potrawy zajmujemy się np. przystrojeniem stołu :D



Kiedy paella będzie już gotowa? Poznamy to po tym, że ryż wchłonął wodę i nie jest twardy :) Jeżeli podczas testu okaże się, wody już nie ma, a ryż nadal twardy, dolewamy odrobinkę i dogotowujemy cały czas na wolnym ogniu. Ja to naprawdę robię na oko, nie mierzę czasu nigdy, więc nie jestem w stanie powiedzieć, ile to trwa ;) No ale gdy już nadejdzie ten moment, możemy zasiąść do stołu i delektować się pysznym śródziemnomorskim daniem :D

Zdaję sobie sprawę, że być może kucharki profesjonalne nie do końca tak robią paellę, ale wychodzi im równie smaczna , jak moja ;)  Kasi smakowała, mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu :D
Smacznego !

kucharzyła Ruda

2 komentarze:

  1. dzięki za ten przepis! :) już od dawna myślałam, żeby ugotować paellę! teraz już będę musiała :)

    OdpowiedzUsuń